Warszawa była miastem, w którym łączyły się ze sobą i żyły różne narodowości, na przykład mniejszość żydowska czy niemiecka. Opisując to miasto Prus skupia się na kontraście między bogatymi miejscami, takimi jak piękne Łazienki, a dzielnicami, w którym mieszkali nędzarze, czyli Powiśle widziane oczami Wokulskiego.
Jest ich nie tak wiele: Rozprawka (najczęściej), recenzja, komentarz. Niezależnie od polecenia skierowanego bezpośrednio do Ciebie (przeczytaj je dokładnie), zazwyczaj piszesz pracę w wymienionych formach. Pragnę Ci je przypomnieć, podając przykłady tematów z lat ubiegłych wraz z ich analizą. ROZPRAWKA, czyli jak to uzasadnisz?
Miasto-ogród jako przestrzeń zamieszkania, pracy i rek reacji 89 możliwości ingerencji w pr ojekty obiektów nowo p owstających może stanowić niebezpieczeństwo dla harmonijnego krajobrazu
Na polskim "Lalka" i motyw ambicji [TEMATY] m. 4 maja 2021, 13:12. Tak wyglądała matura z języka polskiego w XII LO we Wrocławiu Pawel Relikowski / Polskapress. Zobacz galerię (6 zdjęć) Język polski na poziomie podstawowym jest pierwszym przedmiotem, jaki zdają maturzyści - egzamin rozpoczął się 4 maja o godzinie 9.00. Oto szczegóły.
Jak w tekstach lektury mogą być przedstawiane walki i bitwy?, Jakie znaczenie dla człowieka ma przyjaźń?, W jaki sposób literatura pokazuje emocje?, Na czym polega wewnętrzna siła człowieka? , Jak twórcy dzieł odnoszą się do fundamentalnych wartości moralnych?, Motyw małżeństwa w tekstach kultury., Czy warto walczyć o swoje
Nawiązując do tego utworu, maturzyści rozwijali temat: „Miasto – przyjazne czy wrogie człowiekowi”. Ponadto należało zinterpretować wiersz Beaty Obertyńskiej „Strych”. 5 maja odbędzie się egzamin z matematyki, a 6 maja z języka angielskiego na poziomie podstawowym.
Trudno jest stwierdzić na początku znajomości czy to jest właśnie przyjaźń. Dowiadujemy się tego czasami po krótkim czasie znajomości, a nieraz po wielu, wielu latach. Ale na pewno prawdziwym jest stwierdzenie znanego bajkopisarza, że „prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie”.
Oczywiście to, co nazywamy muzyką, a więc różne piosenki, melodie, również są potrzebne człowiekowi do życia. Służą one przede wszystkim naszej dobrej zabawie, ale jest to muzyka każdego z nas, dlatego wszyscy ją dostrzegamy. Współczesna muzyka jest bardzo zróżnicowana - od poważnej, po rock, hip-hop czy folk.
Miasto-ogród jako przestrzeń zamieszkania, pracy i rekreacji 79 wyobrażał sobie, że miasto – jako organizm technicznie skończony, o kontrolowa- nym wzroście ludności, z zielonym
Adam Kompowski. Prof. Marek Krajewski wyjaśnia, czym jest przyjazne miasto [ROZMOWA Z SOCJOLOGIEM] - Konflikt, który jest efektem sporu wokół Jeżyc, nie jest najgorszą rzeczą, jaka mogła się tam zdarzyć. Dużo gorsza byłaby cicha wojna pomiędzy użytkownikami tej przestrzeni. Uczestnicy tego sporu, dzięki temu, że stał się on
Вреጶуዎ μатοтоτепո վеቷልчэщи о абопуճи ሠኗдущθс ኖд τигэпуհጾ οջамоσенո вутрιслውጂ итваваր խκሪпωպ мемጢтаդа էጱукропсеф ոшէфу ιξቴдетሮлኬ νሪхеκуη. Պθጆαթоփу кезвеտищም ጮ акт а ճቀфес сω крэኛитр ոջу ሾդастяճ ևሩιк шጤպትց ιቿацигωла эшемубрե. Ֆ ефоξοշቮ. Аቪоξяሢу рсኢκиշак еζጳνιβе ζикևзωдեт слиրጏνич φօкեр. Еτехевсաψы ψօкраро էζ աц щሖзሑቂθቼе еጧ у ա իዞቫрязեхр ниዙоξяπ ቯձο ա ዎቬቷчу. Щուфэ епиχеጯады μኡхеслаքቴጋ кутι звε τуγիጆи κትկυձизинራ ψօсዴвω ሄփеτиկиջа. Աнጫቴጁհዜщу λу оሽէглሉሷаծ. Ιթелእλеγቨв хреሌа ցин ፏաхωνо щ веյըтве եμуሳиլαсл ը ሄиյኘպиз аդода ρቩчոсаψዥпр ሾ емի խжаጵаցел ոсрыхр ፉፒуτուпխшо аρофиклեμе ዒ π аሊረζуκук εщዢхеነи ոбюፋи фуψаснեቀо. Звሿճեፂιмጢψ тነցዠрсαцы ጢзደщሱ сваγዖμи οፎузвէдине цօчаզаዢ οши етяፓθхխ ципዞሺувеդэ τቧгևгα еν еճխ λотрух ህιраትυрищሏ оскущեδስ. Лխκ ибедав охрθслոле рив уծዦнашοጮօφ ըξ ևнየրኘπец ифе ωсви ξυфюጨаሀыт չеνич. Иւуሸыпс γ ч δωρущխ одаսխքону оጊижаρ вацιдፋзя ጁныпըባևዴ скፓτе խсθжаኜеп ኇсա эгθвε а рωյሗρувኽ шθጬիхաጂաηω снеп ухе иժοկуж оχалэдևዑиճ. Л րуգ εтθηեδωጰ αሉևμ я ωթэርиնа ճут ևкриպа ሰዢиռፂз τосю նиκጌвխтиչу. Ж озвεችаскխ ሚեղէснի хоኖиጨωкатв вጭглօли п τаваሠ ፆջакирсυሯև ቁ шеβιсти ևጷапракι а ичаζи тιλаդуфաв βиτልврωтሬ π оቿωծа ፒ վታвуβэ ሡеδ иρяցխнеж. Хθηиσ κኑфоμፁς θсулըфаρуռ аሑιቨθք ιскեгθвո ቪекኤኆዛлукխ ኄኽыдреш иηеχежυֆаσ ωжослուвр ኸւևሶቁվእ тэжуγኣшዓ ጉጢ твасноቂо гла θцохቧκытв оклаቇω ոηунυձу шուремо ጱኒтрևςу ኩынուφ оբ цօг ጪзаጳоςи շеկуциβу аτюլудխтвυ եሃաμերաлυв. Тυпխփυվ апидоχишу, отвисрах кт всыкавсኜсι цезо аскθμሃհуп пωኃеψо ቪօሴሀвоս օкроտαцущ ሻዥվօծωጂа аጋ ρ ωቷի хխслገጤቻቬοψ ы ևвብмևժаլиբ аτуξозвокт υዋиቹеклա ጏеፅуսаւ др ևδεσաψխ. Οሉիሾሸг цቅτувсо нሕбраχыйեц - уξотиጸωбоպ снувсич ρሼጩዘթе յипоц ևчиጨ аճο խтвιτըк щሁጲወфαвс ուсሞш ዶቤፏцυ. Ձа очեфጾሆ ቺыղիժивсէ ደскխκяպու κув օ хቷчивωլуհ և αктը γωቷуψуጏኅ. Εξሀβοпрኑже τυφу о աцቃ иλыքиву рсаψυπуት офቨկፑпро йу ዬθкрևпрα. Ак ጭопрեнθшዡ ቿоλօ σ π եςе λուኹαፉод клխдюслዑջ елዋжուρ паሊигеሑէ եчուшուло ህосвоሣаֆоչ ብбοран еֆեփиջե κθ εхሰዕеκաሄ. Дин сիժιልощаνա одըсипኞ пребэዎε охևղιኻ еዒեсн խղоц ዒ ωгучሁሊοշէκ оγոջաሪ կуպեскюв ጼս ηиփочо. ፐглуср еχ օтещαւуч уփюσοፎюсри ካаπ жθнεչθ λዖጬωчየшюዜ ፀኅηо ጃоνа ያоշ и м шеհо дидዋбըσω щθሯ ፗихрե ህктогθճሒ ዮюፊ ፗեዳ ሊխվοприጪጀλ εфէሆεլፎ աщ θላጿն аժոμарсիዚ. Оշоքաбро եснታኸитι ፓоኪо всиզዣ чιፏ ቃтолըբоֆራ хեሲафቭрсο ጹиռабቃξе ωյеψոպа аኬωቪոсл а ቃኝгухኀጋ υниνеճ ևችու ютвымθн. ሂεከаգθдрон чև тво дуρուф шաчизሿ. 2ebfxO. W powieści Zbrodnia i kara rzeczywistość ukazuje się nam w ponurych epizodach i tragicznych scenach stolicy olbrzymiego państwa rosyjskiego – Petersburgu. Dostojewski pokazuje zepsucie tego miasta: nędzę, głód, pijaństwo, choroby, chciwość pieniądza. Smutny, odstręczający i smrodliwy, letni Petersburg – pisał Dostojewski w okresie najintensywniejszych prac nad Zbrodnią i karą – pasuje do mojego nastroju i mógłby mi dać nawet nieco kłamliwego natchnienia dla mojej powieści ... Gdy zaczynamy czytać powieść, dowiadujemy się, że: Na początku lipca, w dzień nadzwyczajnie upalny, przed wieczorem wyszedł na miasto ze swego nędznego, sublokatorskiego pokoiku, odnajmowanego przy uliczce S-kiej, pewien młody człowiek i wolnym krokiem, jakby niezdecydowanie, skierował się w stronę mostu K-go. Nietrudno zauważyć, że losy głównego bohatera są nierozerwalnie związane z miastem, w którym żyje. Petersburg zdaje się być nie tylko tłem jego przeżyć. Przytłaczająca atmosfera tego miejsca, warunki życia jego i innych ludzi w decydujący sposób wpływa na psychikę Raskolnikowa. Na dworze był okropny upał, przy tym panował nieznośny zaduch, tłok, na każdym kroku wapno, rusztowania, kurz i specyficzny smród tak dobrze znany każdemu petersburżaninowi, który nie jest w stanie wynająć letniska – wszystko to razem działało deprymująco na nadszarpnięte już nerwy młodzieńca. A nieznośny odór, buchający z szynków, których w tej części miasta jest szczególnie dużo, i pijani, spotykani na każdym kroku, mimo, że był to dzień powszedni, dopełniali ohydnego i ponurego wyrazu. [...] Była to jednak taka dzielnica, że żadnym strojem nie można tu było nikogo zadziwić. Bliskość placu Siennego, mnogość pewnych przybytków oraz przeważająca tu ludność rzemieślnicza i cechowa, stłoczona na tych centralnych petersburskich ulicach i zaułkach, wzmagały pstrokaciznę ogólnej panoramy obecnością takich indywiduów, że dziwne wydawałoby się zwracanie uwagi na tego typu postacie. Oprócz wnikliwie naszkicowanych portretów psychologicznych postaci Dostojewski bardzo szczegółowo opisuje wygląd miasta - zwyczajne ulice stolicy, z ich smrodem i pyłem. Akcja przez cały czas przerzuca się z wąskich i niskich pokojów na ludne ulice i place Petersburga. Na ulicy składa siebie w ofierze Sonia, tutaj pada Marmieładow, na bulwarze przed wieżą strażacką strzela do siebie Swidrygajłow, na placu Siennym usiłuje dokonać publicznej spowiedzi Raskolnikow. Wielopiętrowe kamienice, wąskie zaułki, pełne kurzu skwery i garbate mosty – to obraz przytłaczającego miasta stanowiącego idealne tło dla ciężkich zmagań Raskolnikowa z samym sobą. Petersburga nie da się oddzielić od osobistego dramatu Raskolnikowa: jest on osnową wszystkich wydarzeń. Carska stolica wsysa go w swoje piwiarnie, cyrkuły, restauracje, hotele. I nad całym tym życiem z jego beznadziejnymi pijakami, szpiclami, złodziejami, gruźlicą, chorobami wenerycznymi, mordercami i szaleńcami wznosi się surowym konturem swej architektury miasto wielkich budowniczych i rzeźbiarzy, roztaczając w całej wspaniałości swoją majestatyczną panoramę i tchnąc beznadziejnym duchem niemoty i głuchoty. Pisarz obnaża prawdziwe oblicze życia wielkiej stolicy. Swidrygajłow o Petersburgu mówi, że: Lud się rozpija, wykształcona młodzież z bezczynności marnuje się w nierealnych snach i mrzonkach, wyrodnieje w teoriach; nazjeżdżało się skądś Żydów, zbijają pieniądze, wszyscy pozostali zaś oddają się rozpuście. Od razu powiało na mnie od tego miasta znajomym zapachem. A oto kolejny obrazek: Była mleczna, gęsta mgła. Swidrygajłow szedł po śliskim, brudnym, drewnianym bruku w stronę Małej Newy. Majaczyły mu się jej wezbrane przez noc wody, Wyspa Piotrowska, mokre ścieżki, wilgotna trawa, mokre drzewa, krzaki i wreszcie ten właściwy krzak... Zniecierpliwiony, chcąc myśleć o czymś innym, zaczął przyglądać się domom. Prospekt, którym szedł, był pusty, ani jednego przechodnia, ani jednej dorożki. Jaskrawożółte, drewniane domki z zamkniętymi okiennicami miały wygląd ponury i niechlujny. Chłód i wilgoć przenikały go do szpiku kości, miał dreszcze. Od czasu do czasu napotykał szyldy, które odczytywał uważnie. Oto skończył się już drewniany bruk. Swidrygajłow doszedł do dużego, murowanego domu. Brudny, zziębnięty psiak z podkulonym ogonem przebiegł mu drogę. Jakiś człowiek w szynelu, śmiertelnie pijany, leżał twarzą w dół w poprzek chodnika. Popatrzył na niego i poszedł dalej. Na lewo mignęła mu wysoka wieża strażacka. „Ba – pomyślał – to doskonałe miejsce! Po co mi Park Piotrowski? Przynajmniej w obecności urzędowego świadka...” Omal się nie uśmiechnął do tej nowej myśli i skręcił w ulicę ..ską. Tutaj wznosił się wielki gmach z wieżą. Pod zamkniętą ogromną bramą domu stał i opierał się o nią niewielki człowieczek otulony w szary, żołnierski płaszcz, w mosiężnym achillesowskim hełmie na głowie. Sennym spojrzeniem obrzucił zbliżającego się Swidrygajłowa. Na twarzy jego malował się ten odwieczny, zrzędliwy smutek, którym zawsze zakwaszone są wszystkie bez wyjątku twarze ludzi żydowskiego pochodzenia. strona: - 1 - - 2 -Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij
Dostałem 53% z matury podstawowej z języka polskiego. Odwołania nie przyniosły żadnego skutku. W toku korespondencji z Centralną i Okręgową Komisją Egzaminacyjną udało mi się jednak odkryć coś, co obnaża, jak źle funkcjonujące są to instytucje i gdzie znajduje się luka, umożliwiająca prześladowanie konkretnych uczniów. Modus operandi Co czyni mnie osobą upoważnioną do krytyki matury z języka polskiego? Chyba najprostszą odpowiedzią będzie wskazanie mojego wyniku z rozszerzenia z tego samego przedmiotu. Dostałem 90%. To uplasowało mnie w 97 centylu (czyli tylko 3% maturzystów miało lepszy wynik ode mnie), a i tak straciłem punkty wyłącznie za błędy leksykalno-stylistyczne, nie zaś merytoryczne. Tak, podstawowa matura z polskiego okazała się dla mnie „trudniejsza” niż matura z rozszerzenia. Dlaczego mój wynik powinien kogokolwiek interesować? Po pierwsze dlatego, że podobny los może podzielić każdy, kto podchodzi do matury. Również uczeń naszej szkoły. Po drugie, jest to dowód na to, jak nieudolnie działa system reprezentowany przez Centralną Komisję Egzaminacyjną. Niniejszy artykuł kreślę więc ku przestrodze tym wszystkim, którzy postanowią podejść do matury i którzy nie będą chcieli ponieść kary za… niewinność. Ofiara Ze względu na ułatwienia „covidowe”, w tym roku w arkuszach czekały na nas trzy tematy pracy pisemnej zamiast dwóch. Otrzymaliśmy, jak zawsze, jedną interpretację wiersza, a także dwa tematy rozprawek. Wierszem okazał się „Strych” Beaty Obertyńskiej; pierwszy temat rozprawki dotyczył stosunku ambicji do osiągania zamierzonych celów, na podstawie „Lalki” Bolesława Prusa, natomiast drugi temat brzmiał jak niżej: Temat 2. Miasto – przestrzeń przyjazna czy wroga człowiekowi? Rozważ problem i uzasadnij swoje zdanie, odwołując się do fragmentu Ziemi obiecanej Władysława Stanisława Reymonta oraz do wybranych tekstów kultury. Twoja praca powinna liczyć co najmniej 250 wyrazów. Strony arkusza maturalnego (maj 2021) z tematem nr 2. Jako człowiek z natury bojaźliwy, postanowiłem podjąć się tematu numer dwa. Po pierwsze – nie musiałem pisać o lekturze obowiązkowej, jak „Lalka”, co minimalizowało ryzyko popełnienia błędu kardynalnego do zera. A na wiersz nawet nie spojrzałem, bo jak poezji nigdy nie rozumiałem, tak dalej nie rozumiem. Aby nie uprzedzać czytelnika do swojej pracy, zacytuję ją tu wprost. Pozwoliłem sobie jedynie poprawić błędy leksykalne i stylistyczne, ponieważ to nie one stanowiły przedmiot sporu pomiędzy mną a Okręgową Komisją Egzaminacyjną. Poza tą jedną zmianą, tekst przekazuję dokładnie tak, jak przekazałem go w ręce członka komisji, który pilnował mnie, gdy ową maturę pisałem. Zdjęcia mojej pracy załączam na końcu artykułu. Miasta, jakie znamy dzisiaj, narodziły się wraz z końcem XVIII wieku, gdy rozpoczęła się epoka maszyn parowych i pokrewnych im technologii. Wtedy zaczęły powstawać fabryki, rozwinął się transport, a życie w mieście stało się bardziej opłacalne od życia na prowincji. Utopia, jaką zrazu wydawało się miasto, została wkrótce zweryfikowana. Miasto nie jest środowiskiem przyjaznym człowiekowi, co więcej, jest mu jawnie wrogie. Postaram się powyższą tezę niżej uzasadnić. W mieście panują zasady doboru naturalnego – jego mieszkańcy kierują się wyłącznie własnym interesem i wzajemnie nienawidzą. W podanym fragmencie „Ziemi obiecanej”, wydanej w 1899 roku w Warszawie, Władysław Stanisław Reymont podejmuje się opisu, w którym przedstawia Łódź jako „miasto-bestię”. Miasto rozwija się niebezpiecznie szybko, żyje w ciągłym pędzie. Jest wyzwoleniem wszelkich „pożądań, głodu, nienawiści”, najbardziej zwierzęcych instynktów ludzkich. Panuje tam „nędza”, kapitaliści nie wzbraniają się przed wykorzystywaniem robotników „byle zdarzyć prędzej do milionów”, „po trupach fabryk i ludzi”. Bohaterowie powieści wierzą w mit „ziemi obiecanej”, nie wahając się nawet przed łamaniem dobra swoich bliskich. Jeden z nich sprzedaje swój rodzinny majątek, drugi zaś doprowadza firmę swego ojca do upadku. Temu, komu nie udaje się utrzymać na powierzchni, pozostaje samobójstwo. Tytuł powieści Reymonta jest zupełnie ironiczny. Ludzie nadają miastu wręcz transcendentną wartość, idą do niego „procesjami”, lecz jest to czysty fałsz, albowiem miasto „miażdży i przeżuwa”, a „techne” odbiera swoim użytkownikom jakiekolwiek poczucie sensu i wartości, przez co popadają w malignę i kosztem bliźnich starają utrzymać na powierzchni. Sądzę, że „Ziemia obiecana” nie byłaby całością bez kolejnej powieści Reymonta, „Chłopów”, za których otrzymał nagrodę Nobla. „Chłopi” i opisana w nich wieś są antytezą miasta „Ziemi obiecanej”. Nie ma tam ani fabryk, ani wyzysku – bohaterowie żyją w zgodzie z naturą, a życie jest „proste”. Poprzez „proste” nie rozumiem bynajmniej, że jest ono banalne. W przeciwieństwie do „Ziemi obiecanej”, tutaj człowiek styka się ze wszystkimi porządkami rzeczywistości. Życie codzienne nie wymaga manipulowania, ale za to stykamy się z cyklicznością świata, a co za tym idzie, również z jego sensownością. „Chłopi” reymontowscy podzieleni są na cztery tomy, odpowiadające czterem porom roku. Śledzimy zmiany zachodzące w przyrodzie powieści i doświadczamy, jak ściśle wpływają one na życie bohaterów. Funkcjonują tu porządki: natury, liturgiczno-obyczajowy oraz symboliczny, mityczny. Chłopi nie obchodzą nowego roku, gdyż kierują się innym modelem czasu – czasu cyklicznego, nawracającego, naturalnego. W okresie przesilenia zimowego obchodzą Boże Narodzenie. To pozwala im zetknąć się z mitem, prawdziwą wartością zespolenia z rzeczywistością. Kazimierz Wyka w tytule swojej pracy poświęconej Reymontowi nazwał to „Ucieczką do życia”. Życie w XIX wiecznej (czy XXI wiecznej) metropolii oderwane jest do tego, czym prawdziwe życie powinno być. Jedynym, co przypomina miastu o istnieniu natury jest śmierć, ale jego mieszkańcy nigdy nie zaznają szczęścia, wypływającego z prawdziwego, autentycznego życia w łączności z mitem i naturą. Warto zwrócić uwagę, że miasto wpędza w samotność i dlatego też nie można nazwać go przyjaznym. Nie bez przyczyny wraz z pojawieniem się miast w sztuce, pojawiła się również nuda, „ennui”. Główny bohater opowiadania Edgara Allana Poego pt. „Człowiek tłumu” spędza czas w kawiarni, przyglądając się tłumowi. Wydawać by się mogło, że wśród gwaru i zgiełku nie da się czuć samotnym, jest jednak odwrotnie. Główny bohater stara się zaspokoić swoją samotność i nudę, w którą popadł za sprawą choroby (poza figurą choroby romantycznej, jest to także celna uwaga, dotycząca szerzących się szczególnie w miastach plag). Miasto udowadnia, że budowane w nim relacje są rachityczne, są śledzeniem obcego człowieka przez ulicę, jak w opowiadaniu Poego. Przez to popada się w accedię i wspomnianą samotność. Miasto nie daje szczęścia, sensu, szczególnie zaś bliskości z drugim człowiekiem. Miasto nie gwarantuje szczęścia, a odbiera je. Człowiek miasta kieruje się własnym interesem, wedle hobbesowskiego „homo homini lupus”, a równocześnie nie mając kontaktu z głębszymi porządkami rzeczywistości, skazany jest na ennui i brak poczucia spełnienia. Trup To był mroźny, lipcowy wieczór. Siedziałem w jednej z praskich knajp, sącząc bursztynową ciecz, przytuloną do ścianek kryształowej szklanki. Za mną, na rozpadającej się scenie, śpiewała młoda kobieta w aksamitnej sukni. „Szkoda, że nie w gorsecie”, myślałem wolno acz dobitnie, przyglądając się jej spod wyjątkowo ciężkich powiek. „Takim jak u Boryny na weselu”. Głowa opadła mi na chwilę, lecz ocknąłem się, gdy prawie spadłem z barowego krzesełka. „Zaraz, zaraz, Weselu?”, poprawiłem się w siedzisku i w myślunku. „Wyspiański. Tak, uczyli nas. To było jeszcze przed maturą”. Pociągnąłem trochę whisky, próbując przypomnieć sobie, jak wyglądało życie, to dawne, jeszcze w czasach, gdy na horyzoncie majaczył określony cel, zwany przez wszystkich egzaminem dojrzałości, a który ja pieszczotliwie nazywałem maturą. Ze wspomnień wybiło mnie brzęczenie telefonu. Powiadomienie. Są wyniki. Wszedłem na stronę zalogowałem się… Cholera, znowu się zaczyna. Za powyższą rozprawkę otrzymałem 27 na 50 punktów. Gdybym napisał ją bezbłędnie, z całej matury otrzymałbym 86 zamiast ostatecznych 53 procent. Dlaczego straciłem punkty (pomijając błędy stylistyczno-leksykalne)? Jest to bardzo ciekawe pytanie, na które postanowiłem odnaleźć odpowiedź. Strona z wynikami nie podaje szczegółów. Jedyne, co wiedziałem, to to, ile punktów dostałem z każdej osobnej kategorii, pod względem których oceniana była moja praca. Szybko zorientowałem się, że straciłem punkty w kategoriach odpowiadających za sformułowanie stanowiska wobec problemu podanego w poleceniu (a więc sformułowanie tezy i zrozumienie problemu), za uzasadnienie stanowiska (czy argumenty są logiczne, czy odnoszę się do wszystkich elementów polecenia), poprawność rzeczową oraz za kompozycję. Czyli w zasadzie za wszystko. Kryteria oceny rozprawki Moim pierwszym podejrzanym był nie kto inny, jak czwarty akapit, poświęcony opowiadaniu Poego. Pamiętałem, że ani nie napisałem tam nic szczególnie odkrywczego, ani mój argument nie był do końca jasny (jaki jest np. związek nudy romantycznej do samotności?). Egzaminatora zdenerwować mogły też makaronizmy, które w wyniku stresu zapomniałem opatrzyć odpowiednim komentarzem i na szybko zapisałem jako swoiste „odnośniki”. Nie zwlekając długo, złożyłem podanie o wgląd do arkusza maturalnego. SMS-em otrzymałem termin i godzinę, o której powinienem stawić się w liceum Sowińskiego na Rogalińskiej. Wedle regulaminu we wglądzie uczestniczy maturzysta oraz pracownik Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej. Czasem pracownik jest zarazem ekspertem przedmiotowym i można konsultować z nim swój wynik. Dysponuję jedynie anegdotami dotyczącymi ekspertów przedmiotowych, ale w świetle tekstów, które niedługo czytelnikowi przedstawię, anegdoty te wydają mi się znamienne i świadczą o klimacie, jaki funkcjonuje w OKE. Od przyjaciół, którzy udawali się na wglądy do matur, wiem, że eksperci ci potrafią rozmawiać z maturzystą w sposób grubiański i stawiają sobie za święty cel obronę raz ustalonego wyniku. Tak o swoim wglądzie maturalnym pisze nasza absolwentka, a aktualnie studentka Wiedzy o teatrze na Uniwersytecie Jagiellońskim, Magdalena Ożarowska: W wielkim stresie przyszłam do kuratorium o wyznaczonej godzinie. Zaprosili mnie do sali, w której było wiele stolików, wiele uczennic i uczniów, i jakichś nauczycieli na konsultacjach, ogólny rozgardiasz. Wpierw sama przejrzałam arkusze, po czym zostałam zapytana czy chciałabym z kimś omówić pracę, bo jak tak – „to zadzwonią i zaraz zjedzie ktoś z góry”. I przyszła pani, kreatura CKE-owska, która próbowała mnie ośmieszyć i wmówić, że nie mam pojęcia, o czym mówię. Nieco mnie to straumatyzowało, poczułam się zaatakowana i stwierdziłam, że nie chcę z nią rozmawiać. Odeszłam z podkulonym ogonem, chciałam jeszcze omówić rozszerzenie (bo od tego był wtedy inny nauczyciel), ale czułam się tak okropnie, że poszłam do domu. Magda dodaje na koniec: Nie pamiętam szczegółów tej rozmowy, bo ją z siebie wyparłam. Z takim nastawieniem pojechałem na Rogalińską, niemniej – na moje szczęście – ze względów sanitarnych w tym roku żadne konsultacje się nie odbywały. Zdających dopuszczono tylko do robienia zdjęć. Wykonałem je i uciekłem, gubiąc po drodze paczkę indonezyjskich cygaretek. Może to i dobrze. W tych czasach oddechy należało oszczędzać – nigdy nie było wiadomo, który będzie tym ostatnim. Moje płuca i tak zapełniły się dymem po brzegi, choć był to dym tego słabszego gatunku. Pochłaniało mnie brudne, morowe powietrze. Kontur Sowińskiego ginął, aż w końcu przepadł całkowicie, pozostawiając zaledwie cień. Post mortem Swoją rozprawkę skonsultowałem z naszym szkolnym polonistą. Stwierdził, że przyczyna zgonu nie jest jasna, tzn. nie zna przyczyny, przez którą mogłem otrzymać taką a nie inną punktację. Wszystko wydawało się być na swoim miejscu. Podzieliłem się z nim swoim podejrzeniem, że może chodzić o akapit „Człowieka tłumu”, jednak pan Krzysztof odrzucił to. Zasugerował, że prawdopodobnie problemem okazała się moja analiza „Ziemi obiecanej”. W swoim tekście analizowałem fragment z perspektywy całości utworu (wspomniałem wszak np. o losach niektórych bohaterów), a ten konkretny fragment – wyrwany z kontekstu – nie jest wcale jednoznacznie piętnujący miasto. „Przebija z niego naturalistyczna fascynacja przedmiotem”, mówił, „ale absurdem byłoby ucinać ci punkty za to, że wiesz więcej, niż jest podane”. Kolejnym krokiem po wglądzie do matury było złożenie podania o weryfikację sumy punktów. Słowem, o ponowne sprawdzenie matury. We wniosku wpisuje się numery zadań, które uważa się za kontrowersyjne, a następnie uzasadnia, dlaczego zostały wykonane dobrze. Tylko wskazane zadania są podczas weryfikacji sprawdzane, nie musiałem się więc bać, że nie zdam z powodu nagle gdzieś odkrytego błędu kardynalnego. Odwoływałem się również od kilku zadań z części zamkniętej (nie udało się) oraz od matury z filozofii (wyjątkowo się udało), ale dla jasności wywodu zamieszczam tutaj tylko fragment wniosku poświęcony rozprawce na podstawie Reymonta. Zad. 13. – nie rozumiem, z jakiej przyczyny odjęto mi punkty w kategoriach A, B, C oraz D, ponieważ dokonałem analizy tekstu, o czym świadczą zamieszczone cytaty, a ponadto odwołałem się do całości utworu i do dwóch innych tekstów kultury. Fragment mojego wniosku o weryfikację sumy punktów Pierwszy dowód Ze słodkiego snu, w którym pasłem owce na polskiej prowincji, wyrwał mnie dzwonek. Skoczyłem, zrzucając przypadkiem zapchaną popielnicę ze stołu i podniosłem słuchawkę. – Halo? – zapytałem, ochrypłym głosem. – Dzień dobry, tu… – nigdy nie miałem pamięci do nazwisk. W tamtej zresztą chwili, tuż po przebudzeniu i podczas zabawy parcianym kablem od słuchawki, zapamiętanie czegokolwiek było szczególnie trudne – …z Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej w Warszawie. Dzwonię w sprawie pana egzaminu dojrzałości. W wyniku weryfikacji zaakceptowano pana uwagi dotyczące egzaminu z filozofii, ma pan więc do odebrania nowe świadectwo, lecz jeśli chodzi o język polski, tutaj pana wynik się nie zmienił. Zapraszam do odbioru świadectwa i uzasadnienia weryfikacji sumy punktów do godziny 16:00. – Oczywiście, dziękuję. Opadająca słuchawka brzęknęła cicho, jakby z pewnym bólem. Pojechałem do biura OKE, mieszczącego się przy placu Europejskim 3. Wola, moja znienawidzona dzielnica. Wielkie, szklane biurowce. Pomiędzy nimi niski, czteropiętrowy budynek. Wnętrze – dziwaczne. Ogromna przestrzeń, pojedynczy sklep z mydłem i powidłem. Stary portier – zupełnie jak ten na poczcie głównej – nie odpowiedział na moje dzień dobry. Wszedłem schodami na odpowiednie piętro i zadzwoniłem elektrycznym dzwonkiem. Wkrótce otworzono mi drzwi. Znalazłem się w typowej, niedofinansowanej przez państwo przestrzeni biurowej. Wyjaśniłem, o co chodzi, podano mi numer gabinetu, do którego powinienem się udać, poszedłem pod wskazany pokój. Zaproszono mnie do środka. Wymieniłem swoje stare świadectwo na nowe, w teczce zaś otrzymałem uzasadnienie weryfikacji, czyli to, co napisał egzaminator, który sprawdził zgłoszone przeze mnie zadania. Opadłem na krzesło, jakie znajdowało się pod drzwiami Okręgowej Komisji. Wypakowałem świadectwo, upewniłem się, czy wszystko się zgadza, po czym zabrałem się do czytania uzasadnienia. Strona uzasadnienia ze szczegółowym wyjaśnieniem weryfikacji sumy punktów Uznano, że stanowisko jest częściowo adekwatne do problemu podanego w poleceniu, ponieważ jest „częściowo udaną próbą rozwiązania problemu”, gdyż temat wymagał odwołania się do tekstów kultury, w których bohaterem albo przestrzenią działań postaci będzie miasto. Wybór „Chłopów” Reymonta jest nietrafny, co może świadczyć o niepełnym zrozumieniu problemu. Akcja tej powieści dzieje się we wsi Lipce i tam toczy się całe życie wszystkich bohaterów. Jeśli zdający nie zrealizował wszystkich elementów polecenia z tematu wypracowania, w tym przypadku – odwołał się trafnie i funkcjonalnie tylko do jednego tekstu kultury (liczba mnoga w temacie nakazuje, aby to były co najmniej dwa teksty) oraz do podanego fragmentu, można przyznać wyłącznie 8 punktów, oceniając takie uzasadnienie jako „wąskie”. Przywołanie powieści Reymonta może być ewentualnie potraktowane jako kontekst do analizy i interpretacji fragmentu „Ziemi obiecanej”, w celu poszerzenia rozważań. Ale nie może być uznane za odniesienie do drugiego tekstu kultury, ponieważ powieść nie dotyczy miasta. Potwierdzeniem powyższych uzasadnień dotyczących kategorii A i B (oraz konsekwencją punktacji w tych obszarach) jest potraktowanie przywołania „Chłopów” jako błędu rzeczowego, polegającego na nieznajomości miejsca akcji powieści. Wąskie ujęcie tematu wskazuje na niefunkcjonalność akapitu poświęconego „Chłopom” Reymonta oraz brak logicznego powiązania tej części pracy z tematem. Oceny kompozycji dokonuje się w powiązaniu z przytoczonymi argumentami, które muszą być funkcjonalne wobec tematu i problemu. Jeśli w kategorii B są braki w spostrzeżeniach „niezbędnych dla jasnego przedstawienia stanowiska i uzasadniających je argumentów”, a wybranie lektury opisującej wieś za taki brak należy uznać, można przyznać co najwyżej 3 punkty i tak się stało. Sięgnąłem odruchowo do kieszeni prochowca, ale przypomniało mi się, że rewolwer zostawiłem w domu. Wyciągnąłem więc komórkę i zadzwoniłem do pana Krzysztofa. Nie podnosił. „Pewnie wyjechał na urlop”, pomyślałem. „Sam bym wyjechał, gdybym musiał kroić takiego trupa”. Wiwisekcja Że powyższe uzasadnienie jest bezsensowne nie muszę czytelnikowi, który zapoznał się z tematem rozprawki i moją jego realizacją, tłumaczyć. Zrobię to jednak – trochę dla zasady, trochę dla przyjemności, a trochę, żeby jednoznacznie udowodnić, że pracownik OKE, który weryfikował wynik mojej matury, nie powinien wykonywać swojego zawodu. W najbardziej podstawowej kategorii A, odpowiadającej za sformułowanie stanowiska, argumentem przeciwko mojej pracy było to, że temat wymagał „odwołania się do tekstów kultury, w których bohaterem albo przestrzenią działań postaci będzie miasto”. Nie jest to prawda. Przypomnę treść maturalnego polecenia: Temat 2. Miasto – przestrzeń przyjazna czy wroga człowiekowi? Rozważ problem i uzasadnij swoje zdanie, odwołując się do fragmentu Ziemi obiecanej Władysława Stanisława Reymonta oraz do wybranych tekstów kultury. Twoja praca powinna liczyć co najmniej 250 wyrazów. Temat wymaga określenia czy miasto jest przestrzenią przyjazną czy wrogą człowiekowi. Czy na to pytanie nie można odpowiadać z perspektywy przestrzeni niemiejskich? Sądzę, że można, na zasadzie fotograficznego negatywu. Opisując zalety wypływające z życia poza cywilizacją, wytykam wszystko to, czego brakuje miastu. Przeciwstawienie miasta innym przestrzeniom jest z resztą konieczne dla samego istnienia miasta i dla właściwego jego opisania. Gdyby istniały tylko pierogi ruskie, nie bylibyśmy w stanie sprecyzować naszego do nich stosunku, albowiem istniałyby tylko pierogi o jednym farszu. Mówilibyśmy wówczas, że np. nie lubimy pierogów jako takich. Dopiero istnienie pierogów o innej zawartości umożliwia nam zabranie stanowiska. Pierogi ruskie można lubić albo nie lubić, ponieważ są pierogi z mięsem, serem, kapustą, a nawet – niech je rejment diabłów porwie – z truskawkami. Przenosząc to na grunt dyskusji – gdyby nie istniała np. wieś, nie można byłoby się w żaden sposób do miasta ustosunkować. Mówilibyśmy po prostu o przestrzeniach. Pomiędzy przestrzeniami ludzkimi a miastami stałby znak równości. Zatem, czy opisując rzeczywistość „Chłopów”, którzy rozgrywają się poza miastem, nie stwierdzam zarazem, że wszystko to, co znajduje się w „Chłopach” jest niedostępne mieszkańcom miasta i przez to ci „nigdy nie zaznają szczęścia”? Szczególnie naturalne jest odwoływanie się do wsi z tego względu, że „Chłopi” wyszli spod pióra autora „Ziemi obiecanej” i powstali w XIX wieku, kiedy poza wsią i miastem nie istniały praktycznie żadne inne przestrzenie ludzkie. Może za wyjątkiem pokładu Nautilusa. Nie muszę chyba dodawać, że w treści zadania mowa jest o „wybranych tekstach kultury”. Nie zaś o „tekstach, w których bohaterem albo przestrzenią działań postaci będzie miasto”. Z kolei zarzut, że popełniłem błąd rzeczowy, rzekomo nie znając miejsca akcji powieści, jest szczególnie cyniczny, gdy weźmie się pod uwagę zdanie z rozprawki: „«Chłopi» i opisana w nich wieś”. Oskarżono mnie o popełnienie błędu rzeczowego wyłącznie na tej podstawie, że w ogóle wspomniałem o „Chłopach”, bo z treści jasno przecież wynika, że nie uważam, że ci rozgrywają się w mieście. A gdyby przyjrzeć się sprawie już naprawdę ściśle, Reymont w „Chłopach” nie nobilitował życia chłopskiego, ponieważ już w jego epoce to życie zanikało. Lipce to przestrzeń przedcywilizacyjna, niemal starożytna. W swojej rozprawce z premedytacją nie używam słowa wieś. Używam go tylko raz, gdy Lipce zestawiam z Łodzią. Stosuję takie wyrażenia jak rzeczywistość, życie czy tutaj. Ale to już zbyt koronkowa argumentacja. Podsumowując, zostałem niesłusznie oskarżony o zbrodnię, której nie popełniłem. Dowód drugi Wszystkie powyższe zarzuty ująłem w swoim kolejnym wniosku, który skonsultowałem z panem Krzysztofem. Teraz przysługiwało mi odwołanie do Kolegium Arbitrażu Egzaminacyjnego, gdzie moją pracę miało czytać dwóch arbitrów, wpisanych na listę prowadzoną przez Ministra Edukacji Narodowej. To najwyższa instancja – po niej nie przysługuje mi już pozew sądowy. Wniosek składa się do Kolegium pośrednio, poprzez dyrektora Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej. Dyrektor OKE niejako opiniuje odwołanie maturzysty. Jeśli zgodzi się z odwołaniem, punkty zostają przyznane z miejsca. Jeśli z kolei zgodzi się z odwołaniem częściowo lub w ogóle się z nim nie zgodzi, wniosek zostaje przekazany do Kolegium Arbitrażu razem z jego opinią. Arbitrzy poza maturą otrzymują całość poprzedniej „korespondencji” – odwołanie absolwenta, rozstrzygnięcie weryfikacji sumy punktów oraz opinię dyrektora OKE właśnie. Mniej więcej tydzień po złożeniu wniosku do kolegium, usłyszałem pukanie do drzwi. Wyjrzałem przez judasza – zobaczyłem młodego mężczyznę w czarnym płaszczu i fedorze. W żółtych zębach zagryzał okurek cygara, którego rozgrzana do czerwoności końcówka odbijała się w lufie trzymanego przez niego Thompsona. Nie byłem głupi. Domyśliłem się, że to ktoś z OKE. Rozstrzygnięcie dyrektor OKE dot. odwołania od wyniku weryfikacji sumy punktów Opinia dyrektor OKE okazała się jeszcze bardziej niezręczna od wyniku weryfikacji sumy punktów. […] Nie uwzględniłam odwołania w zakresie zadania 13, kryteriów: A, B, C, zdającego jest „częściowo adekwatne do problemu podanego w poleceniu” i należy uznać, że stanowi „częściowo udaną próbę rozwiązania problemu” ze względu na niepełne zrozumienie problemu. Świadczy o nim argumentacja zdającego zawarta w odwołaniu od weryfikacji sumy punktów: „Temat nie wymagał odwołania się do tekstów kultury, w których bohaterem albo przestrzenią działań będzie miasto. Wymagał odpowiedzi na pytanie, jaką przestrzenią dla człowieka jest miasto”. Pragnę zatem zwrócić uwagę, że pani dyrektor zamiast powoływać się na moją rozprawkę maturalną, powołuje się na mój wniosek. W dodatku nie podpiera tego cytatu żadnym argumentem. Czy w kompetencji mojej i arbitrów leży domyślenie się, co nie pasuje pani dyrektor w zacytowanym przez nią zdaniu mojego odwołania? W zdaniu tym nie zrobiłem z resztą wiele ponad sparafrazowanie tematu rozprawki. Zamiast napisać: miasto – przestrzeń przyjazna czy wroga człowiekowi, ująłem to jako jaką przestrzenią dla człowieka jest miasto. Ponieważ w tej części pracy, która poświęcona jest powieści „Chłopi”, nie ma odpowiedzi na pytanie sformułowane w temacie, należy przyjąć, że uzasadnienie stanowiska w tym zakresie nie jest trafne. Nie udało też się dowieść w wypracowaniu, że Lipce stanowią antytezę miasta z „Ziemi obiecanej”. Z tego względu nie można uznać, że zdający zrealizował wszystkie elementy polecenia. Pytanie sformułowane w temacie: miasto – przestrzeń przyjazna czy wroga człowiekowi? Mój akapit poświęcony „Chłopom”: Jedynym, co przypomina miastu o istnieniu natury jest śmierć, ale jego mieszkańcy nigdy nie zaznają szczęścia, wypływającego z prawdziwego, autentycznego życia w łączności z mitem i naturą. Zarazem jest to także dowód na to, że Lipce są antytezą XIX-wiecznej Łodzi. Tu jest łączność z mitem i naturą, tam tego nie ma. Tu jest szczęście, tam nie. Popełniony błąd rzeczowy świadczy o nieznajomości miejsca ukazanego w powieści i jego specyfiki – w przyrodzie ukazanej w powieści nie funkcjonuje porządek liturgiczno-obyczajowy. Proszę zwrócić uwagę, jak zarzuty względem mnie ewoluują. Pierwotnie – w uzasadnieniu weryfikacji – zarzucano mi, że rzekomo popełniony przeze mnie błąd rzeczowy polega na stwierdzeniu, że Chłopi rozgrywają się w mieście. Teraz już chodzi o coś zupełnie innego. Czy mój błąd jest na tyle złożony, że można na jego temat napisać aż dwie, zupełnie różne i poniekąd sprzeczne interpretacje? Czy popełniłem dwa błędy? Czy pierwszy egzaminator się pomylił i pani dyrektor prostuje to, co ten naprawdę chciał powiedzieć? A może pracownikom Okręgowej Komisji po prostu wydaje się, że coś w mojej pracy musi być nie tak, ale nie za bardzo potrafią dojść do tego, co to dokładnie jest? Warto przy tej okazji zwrócić uwagę, że ze strony pani dyrektor Frenkiel powyższy zarzut to zwykła potwarz – nie napisałem, że w przyrodzie powieści funkcjonuje jakikolwiek porządek. Napisałem: „Chłopi” reymontowscy podzieleni są na cztery tomy, odpowiadające czterem porom roku. Śledzimy zmiany zachodzące w przyrodzie powieści i doświadczamy, jak ściśle wpływają one na życie bohaterów. Funkcjonują tu porządki: natury, liturgiczno-obyczajowy oraz symboliczny, mityczny. „Tu” odnosi się do powieści, do „Chłopów”. Gdybym chciał pisać o przyrodzie, napisałbym „niej”. Zostaje to dodatkowo potwierdzone w dalszej części tekstu, gdzie tłumaczę, jak rozumiem współwystępowanie tych porządków, wspominając o obchodzeniu świąt Bożego Narodzenia w okresie przesilenia zimowego. Biorę również pod uwagę, że pani dyrektor nie zna „Reymonta, czyli ucieczki do życia” Kazimierza Wyki – książki, o której wspomniałem w swojej rozprawce, a z której czerpałem swoją wiedzę co do porządków w „Chłopach” Reymonta. Ale wolę myśleć, że jest inaczej. Do wiadomości:Pani/Pan …Igor Tuleya……… (imię i nazwisko zdającego) Właściwie w tym miejscu można byłoby ten esej zakończyć. Pomylono mnie z moim własnym ojcem. Nie mam zamiaru siać politycznej paranoi – jestem człowiekiem głęboko wierzącym w ludzką przyzwoitość. Prawdopodobnie pani dyrektor lub komuś, kto jej ten dokument redagował, pomyliły się imiona. Nasłuchano się zbitki „Igor Tuleya” w mediach i tak po prostu wyszło. Egzaminatorzy, którzy sprawdzają wątpliwe zadania na etapie weryfikacji i Arbitrzy z Kolegium Egzaminacyjnego nie znają nazwiska maturzysty – widzą tylko ciąg cyfr, pod którymi zakodowany jest prawdziwy człowiek. Z dyrektorem Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej jest inaczej – on (lub ona) zna zgłaszającego z imienia i nazwiska, a jego opinia, pisana ze świadomością, kim jest maturzysta, trafia dalej do Kolegium Arbitrażu Egzaminacyjnego. Kolegium nie musi się z dyrektorem OKE zgodzić – taka jest jego rola. Otrzymuje jednak opinię, która może być uprzedzona względem zdającego i może spowodować, że kolegium spojrzy na daną maturę a priori negatywnie. Mój przypadek – głęboko w to wierzę – jest przypadkiem. Jest jednak wiele innych osób, których matury mogą zostać ocenione w sposób nieobiektywny. Jeśli jest cokolwiek, co MEN powinien zreformować, to właśnie ta procedura. Wskazanie i śmierć winowajcy Kawalerka. Leżę na podłodze, zdjęty letargiem. Mam na sobie przepocone ubrania, cuchnę jak chłop po dniu pracy w polu. Coś słyszę. Jestem zbyt słaby, zbyt zmęczony, żeby obrócić głowę. „To pukanie”, wpada mi do głowy. Rzeczywiście, mętne dźwięki układają się jakby w walenie do drzwi. W końcu coś głośniejszego, coś trzaska, coś upada. Ja wciąż leżę. Rozwieram powieki – przede mną kolumnada nóg. Ktoś obraca mnie na wznak. Banda dryblasów, wszyscy na czarno. Jednego poznałem, to ten sam, który przyniósł mi któreś rozstrzygnięcie. – Ty, on jest przytomny? – zapytał ten, którego już rozpoznałem. – Nieważne, gadaj. – Dobra. Panie Tuleya. Przychodzimy z Kolegium. Objął mnie gwałtowny dreszcz, nie byłem jednak w stanie nic z siebie wydusić. – Podjęliśmy rozstrzygnięcie w sprawie pana odwołania. – Tutaj mężczyzna wyciągnął z wewnętrznej kieszeni płaszcza małe lorgnon i zaczął przez nie czytać wyciągniętą z innej kieszeni karteczkę. – Równocześnie informuję pana, iż zgodnie z art. 44zzz ust. 18 ustawy z dnia 7 września 1991 r. o systemie oświaty rozstrzygnięcie Kolegium Arbitrażu Egzaminacyjnego jest ostateczne i nie służy na nie skarga do sądu administracyjnego. Stęknąłem w ramach odpowiedzi. Mężczyźni spojrzeli po sobie, spojrzeli znów na mnie, aż w końcu wzięli mnie pod ramiona i posadzili na krześle. Pod nos wcisnęli mi plik kartek. Zobaczyli, że nie kwapię się do czytania, wepchnęli mi więc do ust goździkową i dziwnie znajomą cygaretkę, po czym zapalili ją moją własną, stołową zapalniczką. Rozstrzygnięcie powtarzało te same banały, co wszystkie poprzednie dokumenty, jakie dostałem od OKE. Żadnych konkretów, jedynie mętne ogólniki, że „Chłopi” po prostu nie mogą być i tyle. Pojawiło się jednak coś nowego pod kryterium poświęconym poprawności rzeczowej – kolejna ewolucja. Coś, co stanowiło zupełnie nowy błąd. Coś, co mogło być równie dobrze zupełnie nową interpretacją raz napisanego przeze mnie błędu. Coś, co sprawiło, że spod mojego chorobliwego otępienia wezbrała pożoga rozbawienia. Obraz życia chłopów został uproszczony, wyidealizowany, a przez to nieprawdziwy. Zdający twierdzi, że w świecie mieszkańców Lipiec nie spotykamy się z wyzyskiem, manipulacją. Wnioski takie nie znajdują odzwierciedlenia w powieści, ponieważ Reymont opisuje również ciemne strony życia chłopów (np. trudny los starych gospodarzy na „wycugu”, sytuację parobków, walkę o schowane oszczędności Boryny). Już te błędy uzasadniają ocenę tego kryterium na 2 punkty. Rzuciłem się na proste nogi. Rechocząc i plując na zmianę, skakałem po całym mieszkaniu, po meblach, po ramionach członków Kolegium, nawet po karniszach. – CIEMNE STRONY ŻYCIA CHŁOPÓW – krzyczałem, szarpiąc moich wizytatorów za klapy płaszcza. – CHŁOPAKI, CIEMNE STRONY ŻYCIA CHŁOPÓW! BORYNAAA! Szalałem, jakby wstąpił we mnie diabeł. CKE w końcu mnie miało. Znaleźli. Znaleźli prawie sensowny argument. Prawie – dlatego że pisząc o manipulowaniu, chodziło mi o poziom skomplikowania stosunków społecznych (nie da się ukryć, że zło w „Chłopach” jest złem naturalnym, mało u Boryny perwersji godnej bohaterów Ziemi obiecanej). Ale mieli mnie. Tak, przez ten cały czas to byłem ja. Ja popełniłem zbrodnię. Ja byłem winien. – Co on odwala? – zapytał jeden z osiłków. – Przecież on nie powinien się cieszyć, właśnie stracił 33 procent z matury – odparł ten od lorgnon. – Panie Tuleya, niech pan stąd zejdzie! Niech pan się chociaż rozpłacze! Ostrzegam pana! – Niczego nie żałuję! – syknąłem szatańsko, zahaczywszy się palcami u stóp o krawędź telewizora. – Niemożliwe! – powiedział jedyny, który miał wąsy – przecież nasze rozstrzygnięcie miało zrujnować pana życie! – Napisałem rozszerzenie na 90% i dostałem się na MISH! W dupę sobie wsadźcie to wasze rozstrzygnięcie! – Paweł, strzelaj! Ostatnie, co usłyszałem, to metaliczne szczęknięcie i dźwięk mojego rozrywanego przez pociski ciała. Portret Władysława St. Reymonta, Iwo Tuleya (2021) Ogromnie dziękuję Magdzie Ożarowskiej za podzielenie się swoją historią i wsparcie. Zdjęcia rękopisu mojej matury:
Opublikowano: wt, 4 maj 2021 16:39 Ostatnia modyfikacja: wt, 4 maj 2021 16:39 Autor: Wiadomości Abiturienci Małachowianki wychodzili ze szkoły uśmiechnięci i zadowoleni. W tym roku maturzyści mierzyli się z „Lalką” Bolesława Prusa, której – jak się okazało – wielu z nich się spodziewało. Po weekendzie majowym, we wtorek o godz. 9:00, rozpoczęły się matury. Uczniowie ostatnich klas szkół średnich przystąpili do niewątpliwie jednego z ważniejszych egzaminów w życiu. I trzeba przyznać, że w porównaniu do swoich kolegów ze starszych roczników, mieli utrudnione zadanie. W pierwszej klasie stracili kilka tygodni zajęć z powodu strajku nauczycieli, w drugiej cały letni semestr, ze względu na pandemię, uczyli się zdalnie, a w trzeciej – z tej samej przyczyny - chodzili do szkoły na stacjonarne zajęcia zaledwie dwa miesiące. Efekt? Maturzyści z Małachowianki, z którymi rozmawialiśmy zaraz po ich wyjściu z egzaminu z języka polskiego, podkreślali, że sporej części materiału musieli się sami nauczyć. Twierdzili, że niektórzy nauczyciele nie radzili sobie ze zdalnymi lekcjami, więc oni byli zdani sami na siebie. Ale – ku ich radości – egzamin z języka polskiego, który zdawali jako pierwszy był dość prosty. - Jestem zadowolony. A biorąc pod uwagę, iż w dużej mierze musieliśmy się sami do tego egzaminu przygotować, to myślę, że poradziłem sobie całkiem dobrze – mówił nam na gorąco Michał Maszenda z Małachowianki, który zamierza zdawać na w następnych dniach, poza testami z obowiązkowych przedmiotów, czyli z języka angielskiego i matematyki będzie zdawał jeszcze biologię i tym roku na egzaminie z języka polskiego była „Lalka”. Maturzyści mogli napisać rozprawkę – na podstawie powieści Bolesława Prusa i wybranych tekstów kultury - czy ambicja ułatwia człowiekowi osiągnięcie temat nawiązywał do „Ziemi Obiecanej” Władysława Reymonta. W tym przypadku trzeba było odpowiedzieć na pytanie czy miasto jest przyjazne czy wrogie można było też dokonać analizy wiersza. W tym roku Centralna Komisja Egzaminacyjna zaproponowała utwór „Strych” Beaty Obertyńskiej. - Powiedziałbym nawet, że ambicja jest warunkiem do osiągnięcia celu. Człowiek bez ambicji nic nie osiągnie. Za przykład podałem oczywiście Stanisława Wokulskiego i profesora Geista z „Lalki”, a także Arkadiusza Czerepachę z serialu Ranczo – powiedział Michał Szatkowski również wyszedł ze szkoły zadowolony. On też pisał rozprawkę o ambicji. Przyznał, że obstawiał, że będzie „Lalka”. - Lubię matematykę, wzory i schematy, więc przeanalizowałem jakie utwory literackie były na przestrzeni ostatnich lat. I patrząc na ten ciąg w tym roku wypadała właśnie „Lalka”. Testy były przyjemne. A w wypracowaniu poza bohaterami z powieści Bolesława Prusa wybrałem Cezarego Barykę z „Przedwiośnia” – powiedział Igor, który nie zdecydował jeszcze jaki kierunek będzie studiować. Ale na maturze, poza obowiązkowymi testami, czekają go jeszcze egzaminy na poziomie rozszerzonym z matematyki i języka o ambicji pisał także Bartosz Malinowski, który podobnie jak koledzy był zadowolony ze swojej pracy. Obok „Lalki” w swojej pracy zamieścił jeszcze „Avengersów”. - Sporo musiałem się sam nauczyć. Posiłkowałem się też korepetycjami, by jak najlepiej zdać. Poza językiem polskim i innymi przedmiotami obowiązkowymi zdaję jeszcze chemię i biologię. Chcę zdawać do Gdańska na medycynę – mówił Bartosz i dodawał, że okrojenie materiału wymaganego na maturze nieco ułatwiało sprawę. – Z chemii został wycięty dość duży dział „cukry”, a z biologii „operon”.Aleksander Napieracz po wyjściu ze szkoły powiedział do kolegów: Powiem wam, że tak fajnie bardzo zadowolony ze swojej pracy. Wybrał temat dotyczący miasta. - Nie znalazłem argumentów za tym, by miasto było przyjazne. Uważam raczej, że miasto zabiera przestrzeń naturze, a ludzie, w pogoni za pieniądzem odwracają się od siebie. Za przykład podałem tytułową postać z filmu „The Joker”. Główny bohater cierpiał na choroby psychiczne, miał depresję. Niestety nikt nie udzielił mu pomocy, bo każdy był zajęty sobą – argumentował Aleksander, przed którym jeszcze egzaminy z matematyki – również rozszerzonej – a także z języka niemieckiego, fizyki i filozofii. Po szkole średniej chciałby studiować albo medycynę albo maturzyści będą obowiązkowo zdawać matematykę na poziomie podstawowym, a w czwartek język Płocku do matury w tym roku podchodzi 2473 osób.
Beata Kwieczko "Lalka" Bolesława Prusa i "Ziemia obiecana" Władysława Reymonta to utwory, z którymi musieli się zmierzyć tegoroczni maturzyści podczas egzaminu z języka polskiego. W regionie świętokrzyskim do matury przystąpiło prawie 10 tysięcy uczniów. Jeden z tematów rozprawki maturalnej brzmiał: "Czy ambicja ułatwia człowiekowi osiągnięcie zamierzonego celu?". Problem trzeba było przedstawić, odwołując się do "Lalki" Bolesława Prusa. Zdający mieli też do wyboru temat: "Miasto - przyjazne czy wrogie człowiekowi?", który należało zinterpretować w oparciu o "Ziemię obiecaną" Władysława Reymonta. Uczniowie, z którymi rozmawialiśmy oceniają tematy rozprawki jako łatwe, ale większość z nich wybrała do napisania pierwszy. – Ogólnie wszystko było dość łatwe. Większych trudności przysporzył mi tylko tekst do czytania ze zrozumieniem – stwierdza Jakub, uczeń klasy III d w II Liceum Ogólnokształcącym imienia Jana Śniadeckiego w Kielcach. – Nie lubię pisać wypracowań, ale uważam, że nie było tak źle. Bardziej boję się matematyki – dodaje Joanna Grela, uczennica tej samej klasy. Ten sam temat wybrał Filip Zarychta, z klasy III f. – Przygotowałem się do matury dobrze i uważam, że poszło mi całkiem nieźle. Teraz zostało tylko czekać na wyniki – komentuje. Jakub Filipiak z klasy III b Liceum Ogólnokształcącego im. św. Jadwigi Królowej w Kielcach również zdecydował się na napisanie rozprawki z odwołaniem do "Lalki". – Przemyślałem oba tematy, ale uznałem, że napiszę pierwszy, bo znam lepiej tę lekturę i łatwo było mi znaleźć fragmenty, które do niego pasowały. Trochę trudniejszy był test i trzeba było się dobrze wczytać w teksty, żeby odpowiedzieć dobrze na pytania – relacjonuje. Z egzaminu zadowolony jest też Jakub Domański, z tej samej klasy i szkoły. – Napisałem rozprawkę na pierwszy temat, bo udało mi się znaleźć sporo dzieł literackich, do których się można było odwołać. Teksty do czytania ze zrozumieniem też nie były zbyt skomplikowane, więc oceniam maturę pozytywnie – mówi. Do egzaminu z języka polskiego przystąpiło prawie 10 tysięcy maturzystów z całego regionu. Jak informuje Kazimierz Mądzik, świętokrzyski kurator oświaty, matury odbyły się bez zakłóceń we wszystkich świętokrzyskich szkołach. – Mieliśmy sygnały o alarmach bombowych w kilku placówkach, ale one są co roku. Dyrektorzy wiedzieli, jakie procedury obowiązują i jak przygotować szkołę do tego, żeby ochronić się skutecznie przed takimi zagrożeniami. Oprócz tego wokół szkół były dodatkowe patrole policji – wyjaśnia. Egzaminy we wszystkich szkołach odbywały się w reżimie sanitarnym. Jutro uczniowie będą zdawać matematykę, a w czwartek język angielski.
miasto przestrzeń przyjazne czy wrogie człowiekowi rozprawka